TEY-BIKERS teje.pl Poznań tej

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home

18-19.10.2003 Warszawa-Bródno Dual i Dirt

http://teje.pl/components/com_joomgallery/img_thumbnails//2003_4/101819_warszawa_brdno_105/45_20091220_1659831051.jpgSobota - W-wa - godzina 11, a my już na Bródnie.
Tor oszroniony (w końcu to już prawie Rosja) i wygląda jakby zawody miały odbyć się w sobotę a nie niedzielę. Na torze chyba z 20 osób - wiadomo stolyca.
Sierść z ekipą w roli gospodarzy-organizatorów wydają dyrektywy swoim podwładnym. Aby wzbudzić większy respekt, twarz Sierściucha przyozdabia małyszowy wąchal.

Tor okazuje się być bardzo przyjemny, szeroki, zadbany i z dużą ilością przeszkód (zważywszy na około 20-25 sekundowy czas przejazdu) i jest płaski. Napędzamy się więc ze sporej górki startowej (wielkie brawa za konstrukcje bramki startowej - wajcha od maszynki do mięsa rządzi!!!),
a potem staramy się do mety utrzymać prędkość dokręcając gdzie się da - banalne czyż nie?

Właśnie nie, bo przez brak nachylenia terenu po kilku/nastu przejazdach z rzędu brakuje pałera. Trza więc uzupełnić niedobory energetyczne, a w tej kwesti rządzi niepodzielnie szuflandia....czyli sklep rodem z king-size'u (sklep o gabarytach 2 metry na metr).

Po spędzeniu prawie całego dnia na torze lądujemy w domu, którym opiekuje się jeden z członków sekty OneManTeam - Tomo (dzienxy). Tam właśnie będziemy spać i.... nie tylko. Burza ma jednak nadejść za kilkadziesiąt minut... i nadchodzi...pod postacią Toyoty Vito wraz z zawartością.

Jak na profesjonalny team przystało chłopaki już mają oczka jak szparki, a towarzyszy im pewna tajemnicza niewiasta. Po chwili cała ekipa, oprócz Grzesia wybiera się na wycieczkę pod tytułem: "Warsaw by night", a my (Teye) wraz z nim (Grzesiem) nadrabiamy braki w kulturze azjatyckiej ??!!?? Dodatkowo wspomagani "środkami przeciwbólowymi z lodówki" osiągamy ciekawe stany mentalne. Po powrocie reszty melanż osiąga stany pokaźne i po kolei usypia kolejnych sportsmenów. Rano jest ciężko, oczy nadal są azjatyckie, ale nasz czas nadchodzi, tak więc przy pomocy zmotoryzowanego transportu około 9 lądujemy na torze.

I tu miłe zaskoczenie, pojawiła się cała wuchta rajdersów (w sumie chyba coś koło 70 zapisanych osób).
Kolejka do przejazdów treningowych przypomina Cestoda (sprawdźcie, to z łaciny:), a organizatorzy uwijają się jak w ukropie.

Rudy czyli pierwszy krasomówca rzeczpospolitej robi jak zawsze za wodzireja i nawija o tym i o tamtym...a dodatkowo co jest rzadkością na zawodach tego typu przerwy między wyścigami umilają lokalne szarpidruty - jednym słowem spoko w...

O samych wyścigach nic nie piszę bo mi się nie chce (spałem 4 godziny), a zainteresowanych odsyłam do ewentualnych drabinek, tabelek, fotek, wyników etc... Się więc chłopaki, dziewczyny-także (chyba trzy naliczyłem) - ścigały, skakały, glebiły i bawiły...a między nimi latały sekciarze-organizatorzy z miotłami, łopatami i na bieżąco poprawiali wszelkie ubytki w ziemnych budowlach. Impreza była więc jak najbardziej udana, (znów dalej nie chce mi się nic wymyślać) No może jeden minus - patent wyznaczania linii mąką należy do poznańskiej ekipy, a tantiemy za wykorzystanie powyższego patentu do dziś nie zostały uregulowane.
Na koniec chciałbym jeszcze w mega skrótowy sposób wymienić to na co wróciłem uwagę podczas tych dwóch wspaniałych dni, a więc:
- kaszanka to danie wegetariańskie
- wspomniany już wąs Sierściucha był ogólnie rządzący
- pojawiła się goła dupa Waldemara Kiepskiego
- szuflandia shop
- hasło zawodów: "luzuj ziooooom"
- impreza w niedziele po zawodach (niestety za krótka dla nas z powodu pociągu)
- miało być bródno, a w zasadzie było czysto
- i pewnie wiele innych rzeczy, o których przypomnę sobie później bo się nie wyspałem


Kłet


To ja jeszcze dopiszę:
- tor faktycznie przyjemny, można dobrze rozbudować tą miejscówkę
- miałem satysfakcję wygrać w 1/16 finału z późniejszym zwycięzcą tych zawodów: Diabłem Koniuszewskim :)
- od dziś wszystkie hopki których lądowanie jest wyższe od wybicia nazywamy step up ;)
- Kocur zrobił rypleja z zawodów w Rybniku, kiedy to zaliczył podobnego zonka w wyścigu z tym samym rajderem: Tomkiem "Tomo" z łanmentimu... rewanż wisi w powietrzu :)
- co to do cholery jest PELCOWIZNA?

edit po 6 latach: już wiem co to ;)

Zabel


images/galeria.png




 

Losowa Fota

Drzewo galerii

Online

None

Login


Newsflash

W związku z planowanymi na ten sezon tripami rowerowymi chcielibyśmy zaproponować Wam wypełnienie ankiety pozwalającej określić nam gdzie mielibyście ochotę najbardziej pojechać. Zawody, festiwale lub luźne wypady na miejscówki dla funu, jesteśmy otwarci na pomysły, bo przecież nie ma nic lepszego niż wesoły wyjazd, połączony z dobrą zabawą i konkretną jazdą, tak więc klikajcie i wyrażajcie swoje opinie.

Reklama
Reklama